Orfeusz, Don Juan, Tristan

[L'Entretien infini, 1969]

[…] Don Juan to człowiek możliwego. Jego pożądanie jest potęgą, a wszystkie jego związki są związkami władzy i posiadania; jest to więc mit nowoczesny. To jednak tylko pozór. Don Juan, człowiek pożądania, żyje w polu fascynacji, którą wzbudza, z której korzysta i czerpie przyjemności, chroniąc zarazem, dzięki opanowaniu i nieprzerwanej odnowie, tę pożądliwą wolność, którą pragnie zachować. Don Juan dobrze wie, że wraz z pożądaniem sięga tego, co niemożliwe, przyznaje jednak, że niemożliwość to jedynie suma tego, co możliwe, że można nad nią zapanować jak nad liczbą - niezależnie od tego, czy liczba ta wyniesie „tysiąc trzy", i nieważne, czy będzie mniejsza, czy większa. Don Juan mógłby doskonale ograniczyć się do jednej kobiety, którą by posiadł tylko raz pod warunkiem, że jej pożąda nie jako jedynej, lecz jako jednostki, która uruchamia nieskończoność powtarzalności.

Inna cecha: Don Juan nie jest mężczyzną, który pożąda po to, by mieć czy posiadać. Jego lista to nie spis podbojów Aleksandra. Pożąda - to wszystko, a jego pożądanie jest, oczywiście, wszechogarniającym pożądaniem, pełnym jednak radosnej siły i bezczelnej niewinności, którą dziwią pretensje, jakie budzi. Pożąda, to pewne; jest nie tylko tym fascynującym mężczyzną, który korzystałby pośrednio z namiętności, jaką wzbudził, sam wchodzi do gry, a jego kaprysy są kaprysami pożądania, mają nagłość, młodość, zapał i - podkreślam raz jeszcze - radość szczęśliwego pożądania. Trudno o kogoś radośniejszego od Don Juana, także o kogoś „zdrowszego", jak to ujmuje Micheline Sauvage; to naprawdę wspaniały bohater, człowiek szpady, odwagi, człowiek, który wprowadza w noc żywotność i werwę dnia. Ma jednak pewną słabość, jeśli za taką ją uznać, nieugiętą zasadę: chce być zarazem pożądaniem i wolnością, pożądliwą wolnością, człowiekiem, który pomimo brzemienia fascynacji pozostanie lekkością, niezależnym działaniem i samowładzą. Konsekwencją tej postawy jest Komandor, a Komandor to spotkanie z namiętnością, która stała się bezosobowym chłodem nocy, kamiennej nocy, którą rozewrzeć zdołało wyśpiewane pożądanie Orfeusza. […]

przełożyła Wanda Błońska

Tekst według: M. Blanchot, Orfeusz, Don Juan, Tristan, przeł. W. Błońska, "Literatura na Świecie", nr 10, 1996, s. 51-52.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License